Opinie czytelników

 

W naszym konkursie zadaliśmy pytanie:

Moja przygoda z książkami Waldemara Łysiaka...

Oto kilka odpowiedzi:

Tomasz C. 

To była upalna niedziela czerwca albo maja, nie pamiętam. Wychodziłem właśnie z domu. Cel podróży: wizyta u mojej dziewczyny. Czekała mnie długa podróż. Wybiegając chwyciłem w pierweszą lepszą książkę. Nie wiem skąd się wzięła akurat na moim regale. To był \"Old-fashion man\". Dwie godziny spędzone z dotąd nieznanym autorem wprawiły mnie w niemalże zachwyt (stan ducha raczej mnie obcy). Poglądy zbieżne z moimi, humor, błyskotliwość... zapomniałem o tym do kogo jadę! Po szybkim wchłonięciu treści wspomnianej książki była wizyta w bibliotece \"DA\" i kolejne dwie (tylko dwie...) pozycje. \"Szachista\" (czytany przy ścieżce dźwiękowej filmu \"Gangi Nowego Jorku\", która dla mnie, stała się muzyką do tej właśnie książki) i \"Francuzka Ścieżka\" - obcowanie z nią na trasie Sosnowiec - Radzionków (miasto mojej Pani) przemieniło monotonię podróży w bajkową opowieść. Teraz jestem już po osmiu książkach, czytam dziewiątą i... martwię sie że ja zybciej czytam niż Mistrz pisze.


Łukasz B.

Dzięki ukazaniu przez Pana Waldemara dwóch odrębnych światów w takich utworach jak \"Flaet z mandragory\", czy \"Statek\", doświadczyłem bardzo specyficznego doznania. Nigdy bowiem nie przypuszczałem iż tekst drukowany może w takim stopniu odziaływać na moją toporną, bądź co bądź wyobraźnię. Zagłębiając się w treść nie marzyłem o niczym innym, tylko o tym, aby zaszyć się w jakimś ustronnym miejscu, wziąć do ust swój własny mandragorowy flet i zanużyć się w otchłani marzeń z dala od życiowej codzienności, niekończącej się monotonii i bezbarwnych wrażeń z jakimi spotykam się na co dzień. Z natury jestem marzycielem, więc powiem prosto...tego mi było trzeba !!!


Grzegorz H.

W pewną sobotę stycznia 1996 r., podczas niespodziewanej przerwy w zajęciach na uczelni wybrałem się do Starego Miasta. (Studiowałem zaocznie; zajęcia odbywały się w piątki i soboty). Najpierw postanowiłem zajrzeć do malutkiego, starego antykwariatu przy ul. Św. Tomasza. Będąc w nim, usłyszałem przez przypadek jak właściciel w czasie rozmowy z drugi mężczyzną wspomina o aukcji w „Domu Polonii” w Rynku Głównym. Padło słowo „Łysiak”, a ja zesztywniałem, i wtedy, z premedytacją, zacząłem podsłuchiwać obu panów. Usłyszałem, że Łysiak ma zawitać na tę aukcję. Nie wytrzymałem z ciekawości i zapytałem czy może przypadkiem mówią o t y m Łysiaku? Panowie potwierdzili, lecz bez takich emocji, jakie we mnie się pojawiły. Zapytałem jeszcze gdzie dokładnie jest ten budynek i popędziłem, by nareszcie ujrzeć mego ulubionego pisarza na żywo. W „Domu Polonii” było już „po zawodach”, uczestnicy się pakowali. Przez chwilę rozglądałem się i w końcu: jest! Zobaczyłem go. Był taki, jak na ostatnich zdjęciach z „Łysiak na łamach 4. Wilk i kuglarz”. Jakiś czas walczyłem z tremą, po czym podszedłem, przedstawiłem się, wyjaśniłem że jestem jego czytelnikiem, który wyłącznie przez zbieg okoliczności dowiedział się, że może tu spotkać, po czym poprosiłem nieśmiało o autograf. Przez cały ten czas czułem się i mówiłem, jakbym był na jakimś egzaminie. Głos niemal ledwo wydobywałem z siebie. Pan Waldemar, naturalnie, zgodził się (trochę byłem zaskoczony brzmieniem jego głosu – wyobraźnia już wcześniej mi coś sugerowała, a ja jej posłuchałem). Zadowolony bardzo wyciągnąłem z plecaka swój studencki duży zeszyt, otworzyłem na czystej stronie, podsunąłem Mistrzowi przed oblicze, i poczułem się jakbym dostał pięścią między oczy. Wilk powiedział, że do zeszytu nic nie wpisze, bo nie wie, czy potem nad jego nazwiskiem nie dopiszę, że pożyczyłem mu sto tysięcy złotych, i że potem mogę chcieć od niego je „odzyskać”, a autograf da tylko w swojej książce. Objęło mnie czule dobrze już znane uczucie kopniętego psiaka. Mój Mistrz potraktował mnie jak potencjalnego oszusta – mnie, jego wielbiciela. Zacząłem tłumaczyć, że nie jest to umyślne zaniedbanie z mej strony, bo dopiero kilka minut temu zupełnie niechcąco dowiedziałem się o jego pobycie na aukcji w Krakowie, i że dlatego nie mam przy sobie żadnej jego książki. Pan Łysiak trochę spokojniejszym tonem oświadczył, że jakbym się zjawił z książką w krótkim czasie, to wpisałby się. Nie pozostawało nic innego, jak wyruszyć szybko do jakiejś księgarni na Rynku. Nie było czasu na szukanie; wiedziałem, że po drugiej stronie placu, w księgarni pod nr 38 jest dostępna „Perfidia”. Akurat na polu (etn.) zaczęło zacinać śniegiem, więc podczas przecinania największego rynku Europy dowiało mi trochę. Kupiłem zbiór opowiadań, wróciłem, i z ulgą w sercu podałem go do rąk Wilkowi. „Co to jest?! To nie jest moja książka! Nie dawałem zgody na takie wydanie. Skąd pan to ma?”. Po raz drugi zbaraniałem. „Jak to skąd?. Z księgarni”. Popatrzyłem jeszcze raz na to, co przyniosłem: była to bez wątpienia książka, tytuł się zgadzał, pseudonim autora również. Mistrz oświecił mnie: „To nielegalny reprint”. Skąd mogłem wiedzieć? Co za pech! Książkę kupiłem zwykłej księgarni, w środku dzieła podana jest nazwa i adres wydawnictwa. Wtedy Pan Łysiak zapytał mnie, czy pójdę jeszcze raz do tej samej księgarni i kupię mu kilka sztuk do ewentualnego procesu. Oczywiście, zgodziłem się, dostałem pieniądze i znowu wpadłem w śnieżną zadymkę. Wróciłem z czterema egzemplarzami corpus delicti. Jak oddawałem resztę drobniaków Pan Waldemar się żachnął, jakbym wcale nie musiał tego czynić. W końcu wziął mój egzemplarz i zaczął wpisywać: „Panu Grzegorzowi Hajdukowi autor Waldemar Łysiak, Warszawa 1996”. Wtedy nieśmiało zwróciłem mu uwagę, że jesteśmy w Krakowie. Popatrzył na mnie i rzekł: „Wie pan, pan z Krakowa, ja z Warszawy”, i nad nazwą stolicy wpisał „Kraków”. Takim to sposobem otrzymałem wpis ukochanego autora do jego książki przedrukowanej bezprawnie – z pogwałceniem wszelkich praw autorskich – zawierający w dodatku dwa miasta! Autor potem rozmawiał ze mną przez chwilę tak, jakbym znał go już jakiś czas. To było naprawdę przeżycie. Zerkałem z ciekawością na jego czarną, elegancką walizkę, na której była mała czerwona nalepka „Coca-coli”. Wilk momentalnie się zorientował, że interesuje mnie przyczyna położenia takiej nalepki na poważnej walizie. Bez ceregieli wyjaśnił, że próbował broń w domu, strzelając do drzwi na strychu. Jednak pocisk przebił je. Za nimi stała właśnie sobie ta walizka, kula zrobiła w niej dziurę, którą opatrzył naklejką. Dlaczego to tak dobrze pamiętam? To było dla mnie zdarzenie o takim ładunku emocjonalnym – przypadkowe wytropienie swego ulubionego autora pochodzącego z innego miasta, ujrzenie go, łańcuch gaf, dedykacja, króciutka rozmowa – że z pewnością do końca życia (lub najazdu sklerozy) będę mógł je powtórzyć. Niezwykle podekscytowany wróciłem na uczelnię, żeby wprowadzić choć część znajomych w stan podziwu i zazdrości. Powiedziałem przed całą grupą, że właśnie przed chwilą zdobyłem autograf Łysiaka i że z nim rozmawiałem i czekałem na lawinę zachwytów i pytań. A ci patrzyli na mnie, jakbym z obłędem w oczodołach bredził, że właśnie wróciłem z safari. Ktoś rzucił tylko, że pod moją nieobecność umówili się na imprezę i żebym tak się nie przejmował. A ze mnie cicho uszło powietrze. Moja przygoda nikogo nie ruszyła.


Paweł K.

Książki Łysiaka dzielą się na dobre, bardzo dobre i fantastyczne (nie mylić z fantastyką), jednak największy wrażenie zrobił na mnie \"Dobry\". Może dlatego, że była to moja pierwsza książka Łysiaka. Gdy czytałem ją po raz drugi jeszcze bardziej mnie wciągnęła i musiałem przeczytać ją jednym tchem. Wywody głównych bohaterów są po prostu mistrzowskie, a język narratora świetnie oddaje klimat przestępczego światka Warszawy. Godny polecenia jest \"Flet z mandragory\" - czytając go miałem wrażenie, jakbym płynął przez kolejne strony. Nie znajduję słów na opisanie stylu w jakim jest napisana, jakby się słuchało muzyki. Łysiak jest dla mnie geniuszem i szczęśliwy jestem, że jeszcze sporo jego książek przede mną.


Jacek N.

Pierwszą książką z jaką się spotkałem była \"Francuska ścieżka\", którą nabyłem w 1984r w kiosku w jednostce wojskowej, gdzie odbywałem służbę. Wczesniej nie znałem Łysiaka. Gdy tylko ją zobaczyłem poczułem, że jest to książka,z którą powinienem się zapoznać. Może było to spowodowane brakiem i zapotrzeboaniem z mojej strony na trochę innej kultury. Faktycznie przeczytałem ją z wielkim zapałem i od tej pory zapoznałem się prawie ze wszystkim ksiązkami Łysiaka aż do \"Najlepszego\". Po 20 latach nadal wzbudzają moją ciekawość i nie żałuję tego kroku, że pozwoliłem sobie wydać prawie 200zł (było to przed wymianą pieniędzy) ze skromnego budżetu żołnierza.


Piotr P.

Moja przygoda z książkami Waldemara Łysiaka rozpoczęła się w wakacje roku 2002, kiedy to będąc znudzony wypoczynkiem (dziwnie brzmi) poprosiłem siostrę o jakąś książkę. No i przyniosła mi \"Statek\", który to wręcz pochłonąłem, ale był jeden minus, skóra zeszła mi z pleców, bo czytałe przy 30 stopniowym upale, leżąc przed domem. No ale nie mogłem przez jakiś czas wyjść z podziwu dla stylu, ironii pana Łysiaka. Kolejną książką, która wpadła w moje ręce, a która wywarła na mnie równie wielkie, jeżeli nie większe wrażenie jak statek to \"Dobry\", czytając tę książkę poczułem się, jakbym był w środku całej opowieści i zastanawiałem się dlaczego nikt jeszcze tego nie sfilmował, ale iestety moje \"zdolności umysłowe, zwane analitycznymi\" nie okazały się na tyle silne, żeby tego dociec. I to jest właśnie taka literatura, którą najbardziej lubię.


Ania

Raczej nie wiele jest książek, które \"wciągają\", a które można by opatrzeć nagłówkiem AMBITNE. Dla mnie książki W. Łysiaka posiadają obie te cechy. Trudno mi się od nich (choć fakt - nie od wszystkich!) oderwać, bo traktują o rzeczach ważnych, ciekawych, w sposób niesamowicie przystępny. A z drugiej strony wymuszają! na czytelniku myślenie - co też nie jest często praktykowane. Przez etap szkoły podstawowej, później średniej myśłam, że historia i polityka to dwie dziedziny nauki, z którymi przyjdzie mi się całe życie mijać. Do tej pory spotkałam dwie osoby, które sytuację tę zachwiały: były już profesor historii ekonomii i autor np. \"Stulecia kłamców\", ...


Sebastian W.

moje pierwsze starcie z piórem łysiaka miało miejsce 2 lata temu, pierwsza to przypadkowo pożyczona cena \'kapitalny dialog i thrilerowy klimat ( niesamowite kuglarstwo jak powiedział sam autor)na drugi dzień już byłem w poznańskim empiku, i wyobraźcie sobie leży jedna jedyna łysiakowa kniga o zagatkowo kiczowatym tytule \"dobry\" nie pozbywszy się jeszcze wczorajszej gorączki ( a może była to cena 13 zł.)popędziłem do kasy. Była to najlepsza kszążka jaką czytałem, dobra na wszystko...,od tego czasu w przeciągu (dosłownie i w przenośni ) przeczytałem prawie wszystko co napisał. i jeszcze jedno, nie sposób się nie pochwalić NA MOIM \"DOBRYM\" JEST WŁASNORĘCZNY PODPIS AUTORA (nie przesadzam ??). W 2002 w Poznaniu (też przypadkowo) znalazłem sie na spotkaniu z Łysiakiem z moim ulubionym dobrym, kilkakrotnie niedosłyszał mojego nazwiska, ja odpowiedziałem: jak na papierosach, on odparł : tak, amerykanie mówią go west , nie wiedziałem jeszcze co to znaczy, nie czytałem jeszcze Asfaltowego Salonu.


Karolina P.

Mówiono mi , że ksiązki trzeba czuć , gdyż inaczej ich przekaz - nawet najpiękniejszy , najbardziej wzniosły , wspaniale zachwycający czy też intrygujący umknie naszym oczom i nie dotrzemy do sedna sprawy... mówiono mi , że czytać aby czytać to marnowanie czasu... mówiono mi , że książka nigdy nie zastąpi świata naszej szarej rzeczywistości , codzinnych problemów i zmagań... mówiono mi ... ale ja mam swój kuter... \"wiesz , taki kuter...wiem.\" I ja wiem... ogród mych marzeń wzrastający w Słońcu niespełnienia kwitnie co wieczór upajany nektarem słów ... taki kuter wiecznych Wschodów Mojego Małego Słońca .


MArcin S.

Pewnego razu, kiedy stosunki z moją byłą żoną stały się nie do zniesienia, postanowiłem się wyprowadzić. Niestety groziło to linczem. Więc musiałem to zrobić kiedy nie było jej w domu, co spowodowało, że mogłem zabrać tylko najważniejsze rzeczy, czyli kolekcję Łysiaka. Poprosiłem kolegę i zaczęliśmy pakować. Kolega jak większość znajomych bał się mojej żony jak ognia i co chwilę pytał czy aby na pewno nie wróci. W pewnym momencie drzwi się otworzyły i stanęła w nich ona. Zamarliśmy z książkami w rękach między brzegiem półki i czeluścią plecaka. Przeszedłem z tym kolesiem nie jedno: złaziliśmy góry, żeglowaliśmy w czasie sztormu i gonił nas niedźwiedź, ale w życiu nie spieprzaliśmy tak szybko z pełnym plecakiem. Pełnym książek Mistrza.


Paweł Z.

...zaczęła się jeszcze w podstawówce i odrazu od mocnego uderzenia.po przeczytaniu \"dobrego\"pomyślałem,że to powinna być lektura.pózniej były \"milczące psy\",\"cena\" i \"stulecie kłamców\".elokwencja p.Łysiaka,jego rozległa wiedza na każdy temat,wypowiadanie się przez niego w naprawdę istotnych kwestiach oraz niesamowita umiejętność posługiwania się językiem polskim sprawiły że jest on jednym z moich ulubionych autorów.ważne też jest to,że książki W.Łysiaka pozwoliły mi inaczej-bardziej przychylnie i z zainteresowaniem -spojrzeć na malarstwo na które miałem do niedawna \"reakcję alergiczną\".


Krystian P.

Mistrz dramaturgicznej prozy, gawędziarz i cicerone po meanrach histori,zwłaszcza po przeszłości Francji, Bonapartysta, miłosnik wszystkiego, co z pieknem przeszłosci wiąże, niezależny myślowo, jesli chodzi w historię współczesną Polski. To tylko na szybko, bez wymieniania tytułów powieści, opowiadań i sztuk tego niepowtarzalnego pisarza, stroniacego od klakierów i taniego poklasku. Mistrz w literaturze, jesli chodzi o budowanie napiecia dramaturgicznego.


Ala B.

Muszę się dokładnie zastanowić,bo była to największa przygoda mojego życia ! pierwszą przygodą był Statek -po tej przygodzie przed wejściem na stych zawisł ręcznie malowany ale nie przeze mnie goryl,który pilnuje znajdującej się takm akademii Flowenolów ? i dalej muszę się zastanowić aby to wszystko poukładać chronologicznie ! Później była Francuska Ścieżka ! po której przeczytaniu ! chodzę takimi ścieżkami !(normalny sex jest najlepszy).Najlepszego nie miałam zaszczytu jeszcze przeczytać ! Potem rozpoczęłam układanie pasjansów szczególnie empirowych ! I zmienił się diametralnie mój stosunek do kobiet ! w związku z tym do samej siebie ! mogłabym tak pisać i pisać cały dzień ale tylko dodam KOCHAM NAPOLEONA BONAPARTE ! i uwielbiam oglądać MALARSTWO BIAŁYCH LUDZI ! MUSZĘ KOŃCZYĆ PAPA i jeszcze pojawił się w moim życiu Facet przez bardzo duże F,którego uwielbiam tak jak W. Łysiaka.


Oldman.

Pierwsza ksiazka Waldemara Lysiaka jaka przeczytalem to Dobry. Mialem wtedy 15 lat i nie zrozumialem prawie nic. Po pewnym czasie zaczalem czytac inne jego dziela, juz z wiekszym zrozumieniem. Lysiak stal sie dla mnie jedynym autorytetem w dziedzinie historii, kultury i polityki. Jego ksiazki czytalem wiele razy i zawsze odnajdywalem w nich cos nowego - madrego, smiesznego lub wzruszajacego az do lez. To byl pierwszy etap mojej fascynacji Panem WL. Pozniej, zachecony przez pewne osoby, zapoznalem sie z tworczoscia innych gigantow intelektu, czynu i mistyki. Wtedy zrozumialem, ze Lysiak niema monopolu na znajomosc prawdy ale bezwzgledna jego zaleta jest chec jej poznania. Jest to drugi etap mojej fascynacji jego tworczoscia na ktorym teraz sie znajduje. Dzis \"wiem, ze nic nie wiem\" i m.in. Lysiak pomogl mi to zrozumiec. Zdajac sobie sprawe z tego, ze nie moge w zaden sposob rownac sie z Jego geniuszem zazucam mu jedno - to, ze walczy z Bogiem.


Paulina C.
Moja najmilsza przygoda nastąpiła w święta Bożego Narodzenia w 2002 r kiedy swojemu chłopakowi podarowałam książkę \"Kielich\" myśląc,że bedzie to dla niego nowość i że o niej jeszcze nie słyszał, tymczasem on podarował mi dokładnie tę samą książkę.Była to pierwsza pozycja, którą przeczytałam ( a właściwie razem ją przeczytaliśmy) i od tamtej pory nie czytam już nic innego.Obecnie mam 12 książek Łysiaka m.in.\"Statek, \"Milczące Psy\", \"Flet z Mandragory\", \"Konkwista\", ...


[Allegro.pl - oferty na każdš kieszeń, znajd? swojš cenę!]

Copyright © 2003 Arkadiusz Mroczek, Łukasz Sikora Wszystkie prawa zastrzeżone