Powieści

 

Omawiane powieści można by podzielić z kolei na historyczne i współczesne. Dla pisarza podział ten nie jest jednak zbyt ważny. Co więcej, ciągle podkreśla, że traktuje historię tylko jako odskocznię; tak naprawdę interesuje go tylko dusza ludzka. Niektórzy takie hobby nazywają psychologią. Łysiak stosuje termin bardziej ścisły, zdradzający nieco orientację, jaka w tej nauce jest mu najbliższa. Określenie to brzmi: zoologia.

            Tak, tak. Niech cieszą się zwolennicy psychologii ewolucyjnej, socjobiologii itd., bo to właśnie oni zyskali takiego sojusznika. Ich szerokie zainteresowania i chęć tłumaczenia prawie wszystkiego, pozwalają wyodrębnić w poglądach pisarza wiele wątków, które już uważają za część swojej doktryny, albo będą tak czynić w przyszłości. Konkretnie rzecz tyczy się faktu, że zarówno oni, jak i on, uważają człowieka za efekt walki o byt. Brutalnej, często krwawej i podstępnej, premiującej przebiegłość i dbałość wyłącznie o siebie. Bajanie o jakiejś trzcinie na wietrze pozostawiają francuskim filozofom. Oni opisali „samolubny gen”, on poszczególnych egoistów, hipokrytów i tabuny dziwek (wszystkich rodzajów).

            Nie, nie  jest Łysiak eksploatatorem powyższego kierunku naukowego,  a jego książki to nie komentarz jego odkryć ani żadna popularyzacja. Bliższe są raczej lekkim polemikom filozoficznym czy dalekiej od dosłowności erudycyjnej analizie zachowań bohaterów. Mamy więc pisarza – naturalistę, szkicującego i wyjaśniającego zachowania tego zwierzęcia, które przypadkowo postradało gdzieś większość owłosienia.

            Powieściom historycznym należy się przede wszystkim jedna pochwała. Pochłaniają. Pochłania ich pochłanianie, czyli są pochłaniające. Dzieje się tak także z opisanego wyżej powodu; ta proza to właśnie opowieści o ludziach i ich ponadczasowych słabościach, ale i wielkości. Fakt, iż duża część z nich to autentyczne postaci historyczne, tylko dodaje książkom powabu. Ale dla niektórych to coś więcej, to powab do kwadratu, czyli po prostu magia. W szrankach o poczytność tony podręczników koncentrujące się na „procesach społeczno-polityczno-gospodarczych” nie mają więc szans. Łysiakowi natomiast chwała za to, że ludzie przynajmniej z jego książek zdobywają wiedzę, która w przeciwnym wypadku byłaby dla nich niestrawna.

            Twórcy udaje się trudna sztuka. Pisze ciekawie, unikając jednak efekciarstwa. Nie nagina faktów, nie jest powierzchowny, wręcz przeciwnie – często działa wręcz z detektywistyczną szczegółowością. Mamy więc drugi element magii – nie bój się wciągnąć czytelnika na głębię. On także doceni piękno rzadkich okazów żyjących tam ryb bez oczu. A po drodze – niech się zabawi trochę ze starymi znajomymi – rekinami.

            Lata ‘90te przyniosły nam nowe państwo. Nie miejsce tu na roztrząsanie, w jakim stopniu spełnia ono nasze oczekiwania, przyznać jednak trzeba, że wraz ze starym umarła cenzura. Pisarze nie są już zmuszani do efektownych wybiegów, aby tylko przemycić w tekstach coś antysystemowego. W przypadku Łysiaka czytelnicy tracą więc wiele, bo pisarz porzucił metodę alegoryczną. Przestał pisać powieści modelowane na historyczne, a skoncentrował się na współczesnych, ciągle eksperymentując z ich gatunkami. Szkoda to o tyle duża, że w owych „gierkach” nasz bohater był całkiem niezły. Za dowód niech posłuży ciekawostka, iż to właśnie jego twórczości dotyczyła oficjalna nota kremlowska z roku 1979, której efektem był zakaz druku (z paragrafu: zagrożenie sojuszy!).

            Nie ma jednak tego złego. Czytając np. „Statek”, miłośnicy kontrabandy słownej nie będą zawiedzeni. Wystarczy tylko poczytać nazwiska bohaterów od tyłu; Flowenol to lone wolf, ale..., po co odbierać przyjemność odkrywania.

            Charakteryzując „współczesny” okres u Łysiaka, nie trzeba być szczególnie dociekliwym, aby stwierdzić, iż jest on naturalną kontynuacją wcześniejszego dorobku. Tutaj też mamy do czynienia z grą wyrazistych postaci, ich często zwichrowanymi charakterami, teatrem żądz i koncertem emocji. I niezmienne obecna puenta – genialny profesor fizyki teoretycznej, wszyscy władcy świata tego podlegają właśnie takim prawom tak samo jak najprostsi ludzie pod słońcem.  I tu cytat (z pamięci):

„Filozofowie są jedyną grupą zawodową, której nie grozi bezrobocie. Kontrast pomiędzy okrucieństwem życia, a pięknem świata dostarcza im bowiem materiału do analizy do końca tego ostatniego”

            Pisaliśmy o naturaliście, namiętnościach i żądzach, kilka słów należy się także więc pięknu i postawie prezentowanej przez autora. Tutaj najlepiej chyba posłużyć się rankingiem jego ulubionych książek. Pierwsze miejsce znajduje wśród nich „Ziemia planeta ludzi” de-Saint Exupery’ego. Forma, jaką swym pracom nadał Polak zasadniczo różni się od jego francuskiego kolegi. Za to treść – z niej łatwo wyciągnąć podobne wnioski.  Zachęcam więc do poszukiwań i stworzenia kolejnej części definicji magii.

 





Copyright © 2003 Arkadiusz Mroczek, Łukasz Sikora Wszystkie prawa zastrzeżone