"Gazeta Krakowska” nr 288 z 11 grudnia 2003 r. (s. 11)

"KOLEKCJONOWANIE RELIKTÓW"

Włodzimierz Jurasz -  Odnoszę wrażenie, iż jakiś czas temu zerwał Pan z bieżącą publicystyką, komentującą polską
rzeczywistość. Dlaczego?

Waldemar Łysiak -  Dlatego, że odechciało mi się walić głową o mur. Jako publicysta bardzo długo wskazywałem i
piętnowałem wszystkie aspekty nadwiślańskiej degrengolady politycznej i społecznej. Skutek był żaden, gangrena
systematycznie rosła. Jaka jest dzisiaj Polska -  każdy widzi.

W.J. -  Pańskie sądy, sprzeczne z obowiązującymi modami, były bardzo ostre, budziły polemiki, nawet silny sprzeciw.
Może właśnie takie reakcje podziałały na Pana zniechęcająco?

W.Ł -  Przeciwnie -  w ciągu kilkunastu lat działały mobilizująco. Walka, polemika, wymiana ciosów są żywiołami,
których nigdy nie unikałem. Każda "polityczna poprawność", tak ustrojowo-socjotechniczna, będąca wykoślawianiem
demokracji, jak i obyczajowa, która morduje etykę, czy intelektualna, która obraża rozsądek -  budzi mój wstręt. Ale
nie chce mi się już publicystycznie pocić dłużej dla naprawiania świata. Dzisiaj wolę wyszydzać głupotę i obnażać wredność
jednym tylko piórem -  piórem powieściopisarza. Jak choćby w mojej powieści "Kielich", wydanej rok temu.

W.J. -  "Kielich" to Pańska przedostatnia rzecz. Tymczasem obecnie ukazało się dwutomowe
"Empireum", które nie jest powieścią, tylko zbiorem esejów, w których pazur publicystyczny Łysiaka odżywa,
aczkolwiek problemy współczesno-polityczne zajmują tam zdecydowanie mniej miejsca niż kulturowe, historyczne, zogniskowane
wokół patriotyzmu i polskiej tradycji. Zastosował Pan ciekawy klucz, budując konstrukcję na bazie zbieractwa, głównie
bibliofilstwa. Dlaczego?

W.Ł. -  Gdyż kolekcjonowanie cennych reliktów narodowych jest dzisiaj jednym z ostatnich bastionów ortodoksyjnego
patriotyzmu, tego rozumianego wedle kryteriów sprzed II Wojny Światowej. Zdaniem dzisiejszych heroldów i wyznawców
"politycznej poprawności" -  taki twardy patriotyzm to szowinizm. "Empireum" jest apelem o
wskrzeszanie go, o miłość Ojczyzny równie głęboką jak ta, którą wyznawali nasi patrioci i wieszczowie doby Romantyzmu. Dałem
esejom z "Empireum" formę lekką, wielokrotnie sensacyjną bądź anegdotyczną, by nie zanudzać czytelnika, ale
poruszyłem problemy bardzo ważne, fundamentalne dla narodowej świadomości i tożsamości, nie unikając kwestii
kontrowersyjnych, jak choćby nasz obecny stosunek do wschodnich Kresów i nasze prawa do nich.

W.J. -  W "Empireum" mocno pobrzmiewa chwała dawnej Polski, jej miniona mocarstwowość, którą Pan akcentuje
w sposób prowokująco zadziorny, bardzo apoprawny politycznie, wręcz heretycki. Chociażby właśnie w odniesieniu do Kresów
wschodnich, gdy lansuje Pan tezę, że wcale nie muszą być na zawsze stracone, bo w historii nie ma nic "na
zawsze". Czy spodziewa się Pan polemik, sprzeciwów, gromów?

W.Ł. -  Spodziewam się, że historia, najbardziej nieobliczalna i kapryśna z kobiet, zaskoczy nas i naszych wnuków
jeszcze wiele razy. Świat widział już mnóstwo "herezji", które po jakimś czasie okazywały się wyroczniami, więc
twierdzę, że niczego nie można przesądzać kapitulancko.

Specjalne podziękowania dla Sebastiana za spisanie rozmowy.




Copyright (c) 2003 Arkadiusz Mroczek, Łukasz Sikora Wszystkie prawa zastrzeżone