Wywiad został przeprowadzony i wyemitowany na żywo w Radiu Wrocław, w czwartek 8 maja ok. godz. 22.00 
Rozmawiała znakomita dziennikarka radiowa Elżbieta Osowicz.

 

Wywiad dla Radia Wrocław z dnia 8 maja 2003

 

Elżbieta Osowicz:  Dobry wieczór Państwu. Cztery godziny podpisywania bez przerwy. Panie Waldemarze, Pan bardzo rzadko spotyka się z czytelnikami i proszę mi wybaczyć...      

Waldemar Łysiak:  W ogóle się nie spotykam  z czytelnikami. To we Wrocławiu to jest jakiś wyjątek potwierdzający regułę.   

E. O.:  Ale dlaczego? Oni tak bardzo tego chcą, organizują strony internetowe...      

W. Ł.:  bo ja jestem taki niepubliczny powiedziałbym, tylko bardziej samotniczo, taki eremitowy, czy jak to nazwać, no ja jestem eremitą. Jestem samotnikiem. Tu mnie wywlókł siłą nieomal mój wydawca, a poza tym lubię Wrocław, więc przyjechałem do Wrocławia.

E. O.:  Do księgarń właśnie trafiła Pana książka, to jest wznowienie „Kolebki”, książki którą Pan napisał 30 lat temu...      

W. Ł.:  To był mój debiut.       

E. O.:  Jaki jest powód żeby teraz wracać do tej książki?     

W. Ł.:  Powód jest hmm... Wydawca by Pani powiedział, powód jest handlowy, ja nigdy nie wznawiam tego co ja bym chciał wznowić...    

E. O.:  Czy ta książka jest w tej samej wersji w której była 30lat temu?      

W. Ł.:  Nie jest. Ja po prostu już nie cierpię Łysiaka sprzed 30 lat, ja nie mogę czytać tego Łysiaka, po prostu mój warsztat poszedł tak bardzo do przodu, to jest kwestia techniczna, chodzi o gramatykę głównie, składnie etc., w każdym razie tamten piszący Łysiak jest dla mnie nie do czytania. Ja – tak jak „Flet z Mandragory”, czy teraz „Kolebka”, ja praktycznie nieomal piszę na nowo, to znaczy każdy akapit jest tym samym akapitem, tam nie ma nowego akapitu, albo któryś jest wykreślony, nie! Akapit po akapicie są to te same akapity, ale jakby napisane na nowo i ja to nazywam przestylizowaniem muzycznym, ponieważ ja piszę muzycznie, to jest kwestia dźwięku, układam to inaczej. Kwestia warsztatowa, techniczna, ale to już się inaczej czyta.    

E. O.:  Słuchaczom powiedzmy, że nie mogą już oczekiwać kolejnych tomów na temat Napoleona.          

W. Ł.:  Nie. Kilka książek napoleońskich wydałem, napisałem. Jakby spłaciłem swój dług Napoleonowi, to była cały czas walka o odkłamanie tych marksistowskich fałszów, kłamstw na temat epoki napoleońskiej i tę rolę spełniłem, nie ma potrzeby.        

E. O.:  Spłacił Pan dług wobec Napoleona...        

W. Ł.:  Wobec człowieka, który przyniósł nam wolność, myśmy jej sami nie potrafili, przypominam Państwu, wywalczyć, mimu tylu powstań. Przyszedł ten człowiek, pobił trzech naszych zaborców i zwrócił nam suwerenność.       

E. O.:  W czytaniu Pana książek malarskich mam pewien problem. Nie wiem gdzie kończy się prawda a zaczyna się fikcja.         

W. Ł.:  Pani mówi o „Malarstwie białego człowieka”?          

E. O.:  Nie tylko, w „Wyspach zaczarowanych”...       

W. Ł.:  A to jest  zupełnie inna sprawa. Wszędzie właściwie to wszystko bazuje na faktach, ale w „Wyspach zaczarowanych” czy we „Francuskiej ścieżce” – to są eseje które mają swoją licencję a’poetika oczywiście. I rzeczywiście są tam rozdziały, w których można się zastanawiać gdzie ta fikcja się zaczyna gdzie się kończy jakby sfera realna, zaczyna się metafizyczna. Natomiast w takich rzeczach jak „Malarstwo” – te osiem tomów „Malarstwa” to już jest czysta, paranaukowa powiedzmy prawda.     

E. O.:  A jak Pan reaguje na epitety wobec Pana, które pojawiają się w prasie, np. rasista, grafoman, plagiator, sugestie, że powinien Pan udać się do lekarza. To są cytaty z prasy.       

W. Ł.:  To są cytaty z „Gazety Wyborczej” głównie (śmiech), ponieważ ja i Adam Michnik tak się kochamy, że kiedy mówię, że jak pies z kotem to, to jest eufemizm.          

E. O.:  To jest mało powiedziane.       

W. Ł.:  Kilka lat temu w prasie przezwano mnie wrogiem prywatnym i publicznym numer jeden Adama Michnika. No taka jest sytuacja, nie lubimy się z tym Panem.      

E. O.:  W Dekalogu, powiedział Pan kiedyś, że brakuje Panu jednego jeszcze przykazania, aby nie zajmować się polityką. Pan w swoim pisarstwie ma taki okres gdzie od dłuższego czasu, zajmuje się Pan polityką.          

W. Ł.:  Ale nie o takie zajmowanie się polityką chodziło. Chodziło o praktyczne zajmowanie się polityką. Ja jako komentator, jako interpretator, człowiek piszący o polityce, w swojej publicystyce politycznej po prostu korzystam z wolności słowa, do czego każdy ma prawo. Natomiast paranie się praktyczne polityką, uważam za coś makabrycznego, ponieważ, nie wiem jakiego delikatnego słowa użyć, żeby nie użyć słowa brzydkiego na „k”, polityka deprawuje, polityka korumpuje, to tak jak powiedział już w XVIII wieku Lord Acton, że polityka korumpuje w stu procentach.

E. O.:  Mówi Pan nie głosuj, bo Twój glos i tak nie jest ważny.       

W. Ł.:  To jest powiedziane w powieści, w „Kielichu”, ale tak szczerze mówiąc ja nigdy nie ukrywałem, że nie jestem wielbicielem gorącym demokracji, ponieważ...          

E. O.:  Będzie Pan głosował w naszym referendum o przystąpienie Polski do Unii Europejskiej?         

W. Ł.:  Nie wiem, chyba nie będę glosował, ponieważ mam bardzo ambiwalentne uczucia, aczkolwiek nie ukrywam dzisiaj wiele z osób tych które przyszły po autograf pytało mnie o to, prosiło o radę wręcz, ja takich rad nie udzielam, bo nie chcę ludzi ukierunkowywać, natomiast mówię, że chociaż sam być może nie pójdę do urny to skłaniam się jednak na „tak”, bo mimo że wiem, że my zapłacimy za to przystąpienie w pierwszych latach straszna cenę, straszną! To myślę jakby bardziej przyszłościowo, że być może to się opłaci naszym dzieciom, naszym wnukom, i że jednak chyba na „tak”, bo co jest alternatywą? No zostaniemy z Rosją przez granicę, takie mamy położenie geograficzne.         

E. O.:  Jeszcze w tym roku pojawi się Pana następna książka, już Pan nad nią pracuje, już jest tytuł...         

W. Ł.:  Jest tytuł: „Empireum”, ale ja go nie tłumaczę, proszę nie pytać, to trochę tajemnica. Książka będzie trochę w stylu „Wyspy zaginionych skarbów” ale jeszcze bogatsza. Mogę od strony technicznej tylko jedną rzecz powiedzieć, będzie to najefektowniej wydana ze wszystkich moich książek, i drugiej już takiej nie będzie.          

E. O.:  I jeszcze jedno pytanie na koniec. Jak pan myśli jak pisarze którzy w przyszłości będą pisać o malarstwie, będą opisywać to malarstwo współczesne. Jak opisać kropkę na białym tle? Pan myślę ma ułatwione zadanie.            

W. Ł.:  Ja mam o tyle ułatwione zadanie, że ja jestem wrogiem tego współczesnego malarstwa. Co nie znaczy, że jestem w ogóle wrogiem malarstwa współczesnego, np. Picassa uwielbiam. Uwielbiam całą tę pierwszą połowę XX wieku. Natomiast właśnie ten typ malarstwa: kropka na białym tle, etc., no zawsze to wyśmiewałem, bo to małpa nawet potrafi zrobić, podawałem rozliczne przykłady, krytycy sztuki i ci wszyscy jurorzy którzy wielokrotnie dawali się nabrać na obrazy malowane przez małpy, po prostu, przez małpy z ZOO, nie wiedząc o tym wykrzykiwali, że są to arcydzieła jakiejś japońskiej młodej malarki, więc to, to jest kompromitujące, dla mnie to w ogóle nie jest sztuka, więc jeżeli mamy rozmawiać o sztuce to nie o tym, bo to, (śmiech) to nie jest sztuka.                

E. O.:  Zapomniał Pan o jednym słowie o którym przypominał Panu wydawca przed wejściem do studia.         

W. Ł.:  Wydawca prosił mnie, żeby mocno reklamować, i czynię to że tak powiem z serca, bo warto, „Szuańską balladę” – to jest rzecz wznowiona przez nas w tej chwili, ale w niezwykle efektownej formie, bardzo pięknej formie. Jest to świetna kwazipowieść, bo to oczywiście bazuje na faktach, ale jest napisana przeze mnie w formie nieomal powieściowej, sensacyjna powieść z doby napoleońskiej, wydaje mi się że to jest pychota w czytaniu.        

E. O.:  Dziękuję bardzo za rozmowę.

W. Ł.:  I ja dziękuję          

 

Specjalne podziękowania dla Pani Elżbiety Osowicz za udostępnienie nagrania oraz Izabeli Chrzan za spisanie rozmowy.




Copyright © 2003 Arkadiusz Mroczek, Łukasz Sikora Wszystkie prawa zastrzeżone